U świętego i u cadyka

Całkowity dystans: 82.82 km
Pobieranie

Camino w czasach zarazy

Całkowity dystans: 24.17 km
Pobieranie

 

Ciąg dalszy Camino Cudu nad Wisłą

Całkowity dystans: 22.44 km
Pobieranie

Bitwa Warszawska i żółte strzałki

Całkowity dystans: 25.28 km
Pobieranie

 

Po szczęśliwym dotarciu rowerami do Santiago de Compostela w 2019 roku szybko zatęskniliśmy za znakami muszli i żółtymi strzałkami. Na szczęście szlaki jakubowe przeżywają ostatnio swój renesans i są wytyczane w rozmaitych zakątkach naszego kraju. Jedne są próbą rekonstrukcji dawnych pielgrzymich dróg, inne powstają w nawiązaniu do ważnych wydarzeń historycznych. Takim właśnie jest szlak Cudu nad Wisłą, na który postanowiliśmy udać się pieszo w ostatni dzień lutego.

Startujemy w Radzyminie przy Kolegiacie Przemienienia Pańskiego. Poranna Msza już się dawno skończyła i wejść można jedynie do kruchty, pozwala to jednak zajrzeć przez szybę do wnętrza kościoła. Zaglądamy też na plebanię, a po uzyskaniu stempelków ruszamy w drogę. Wędrujemy Drogą Golgoty Narodu Polskiego wytyczoną wzdłuż Alei Jana Pawła II. Zauważamy fragment torów dawnej kolejki wąskotorowej z Warszawy do Radzymina, wkomponowany obecnie w pomnik wojny polsko-bolszewickiej. Idąc dalej chodnikiem co i raz zatrzymujemy się na chwilę przy niewielkim betonowym krzyżu upamiętniającym ofiary tej wojny. Wkrótce dochodzimy do Cmentarza Żołnierzy Polskich poległych w 1920 r.

Jak spaliśmy w drodze do Santiago?

Przygotowując trasę i dzieląc ją wstępnie na poszczególne dni kierujemy się oczywiście możliwościami noclegowymi. Zwykle sprawdzamy kilka możliwych noclegów w okolicy końca etapu. Nigdy nie rezerwujemy noclegów na trasie z wyprzedzeniem, gdyż nie chcemy wiązać się tym, że gdzieś musimy za wszelką cenę dojechać ani ograniczać, że nie możemy pojechać dalej, gdy akurat mamy czas i siłę. Nieraz zdarza nam się zadzwonić w ciągu dnia, by zarezerwować nocleg na najbliższą noc. W trakcie Camino jedynymi noclegami zarezerwowanymi wcześniej  były te w trakcie dojazdów i powrotów, np. w Paryżu czy Porto. Rezerwowaliśmy też wcześniej noclegi w Santiago, gdzie spędziliśmy kilka dni na zakończenie pielgrzymki. 

Miejsca, w których spaliśmy, można dokładnie obejrzeć na mapkach – ślad zawsze kończy się przy noclegu.

W Polsce nie woziliśmy namiotu. Na szlaku mieliśmy 9 noclegów: trzy razy spaliśmy w niedużych pensjonatach, dwa razy w hotelach (Polkowice i Zgorzelec), dwa razy w hostelach (Poznań), raz w motelu (Leszno) i raz w domu rekolekcyjnym (Pola Lednickie).

Na wszystkie wyprawy zagraniczne zabieraliśmy namiot, ale nie był on w ciągłym użyciu. Jesteśmy dość wygodni i nie planowaliśmy korzystania z namiotu na przykład w wypadku brzydkiej pogody. Najwięcej pod namiotem spaliśmy we Francji, gdyż były upały i przyjemnie spędzało się do wieczora czas na świeżym powietrzu. Korzystaliśmy z campingów, ale zdarzały się też noclegi na dziko. By zaoszczędzić poranne godziny zwijaliśmy mokry namiot, a w ciągu dnia rozkładaliśmy go na pół godziny w południowym słońcu, by wysechł.

W czasie etapu niemieckiego mieliśmy 14 noclegów:
– 1 w Zgorzelcu jeszcze po polskiej stronie
– 4 pod namiotem (campingi)
– 1 na campingu w domku
– 3 w pensjonatach
– 1 w hotelu z basenem (miejscowość uzdrowiskowa)
– 2 w schroniskach młodzieżowych
– 1 w hostelu (Trewir)
– 1 w hotelu (Frankfurt)

W czasie etapu francuskiego mieliśmy 19 noclegów:
– 1 pod namiotem (camping jeszcze w Niemczech)
– 6 pod namiotem (campingi)
– 2 pod namiotem (na dziko)
– 1 na campingu w przyczepie
– 1 w pensjonacie
– 1 w schronisku dla pielgrzymów
– 4 w niewielkich hotelikach
– 3 w hotelach (Saint-Jean-Pied-de-Port, Bajonna, Paryż)

W czasie etapu hiszpańskiego mieliśmy 21 noclegów:
– 1 jeszcze we Francji w pensjonacie dla pielgrzymów
– 1 w alberdze z boksami dwuosobowymi (i z basenem)
– 2 na campingu w domkach
– 9 w hotelach i hostelach
– 2 w hostelu (Monte de Gozo)
– 1 w hotelu (w drodze na Finisterrę)
– 4 w hoteliku (Santiago)
– 1 w hostelu (Porto) 

Na hiszpańskim odcinku Camino nie ma oczywiście żadnych problemów z noclegami, gdyż jest dużo schronisk dla pielgrzymów. Jak ktoś lubi spanie w wieloosobowych salach, a gwar, chrapanie i zapachy mu nie przeszkadzają – jest w czym wybierać. My, jak widać, postawiliśmy na nieco droższe, ale bardziej kameralne warunki.

Jak podróżować z rowerem?

Wymyślając w drodze z kina nasze etapowe Camino nie myśleliśmy o tym, jakim wyzwaniem stanie się dla nas zorganizowanie w kolejnych latach wszystkich przejazdów z rowerami. A były to zadania niełatwe, zwłaszcza że wiedzę na temat podróżowania z rowerami środkami komunikacji zbiorowej mieliśmy jedynie z terenu Polski. Z czasem jednak nabyliśmy doświadczenia, którym teraz chętnie się dzielimy. Oto jak wyglądało nasze podróżowanie z rowerami po Polsce i Europie:

Etap I – rowerem z Warszawy do Poznania
– po zakończeniu etapu z Poznania do Warszawy wróciliśmy PKP (dodatkowe bilety na rowery, miejsca na haku teoretycznie zagwarantowane)

Etap II – rowerem z Poznania do Zgorzelca
– na początek etapu z Warszawy do Poznania dojechaliśmy PKP (dodatkowe bilety na rowery, miejsca na haku teoretycznie zagwarantowane)
– po zakończeniu etapu ze Zgorzelca do Warszawy wróciliśmy PKP (do Wrocławia Kolejami Dolnośląskimi – rower bezpłatnie, z Wrocławia z dodatkowymi biletami na rowery)

Etap III – rowerem ze Zgorzelca do Trewiru
– na początek etapu z Warszawy do Zgorzelca dojechaliśmy PKP (z przesiadką we Wrocławiu – jak wyżej)
– po zakończeniu etapu z Trewiru do Warszawy wróciliśmy Flixbusem (Trewir – Frankfurt nad Menem, nocleg we Frankfurcie, Frankfurt – Praga, nocny Praga – Warszawa) 

Większość autobusów Flixbus na terenie Niemiec jeździ ze specjalnymi bagażnikami do przewozu rowerów. Należy w momencie kupowania biletu zaznaczyć opcję, że będzie się podróżować z rowerem – doliczana jest dodatkowa opłata. W praktyce zdarza się czasem, że przyjedzie autobus bez bagażnika, ale jeśli mamy bilety na rowery, kierowca jest zobowiązany je zabrać. Pakuje je wtedy do luku. Gdy zdarzyło nam się to po raz pierwszy, obawialiśmy się, czy nie zostaną uszkodzone w czasie takiego nieprofesjonalnego przewozu, jednak nic się nigdy nie stało. Bilety na wszystkie Flixbusy kupowaliśmy z dużym wyprzedzeniem przez Internet – https://www.flixbus.pl/

Etap IV – rowerem z Trewiru do Saint-Jean-Pied-de-Port
– na początek etapu z Warszawy do Trewiru dojechaliśmy PKP i Flixbusem (PKP Warszawa – Berlin, Flixbus Berlin – Trewir z przesiadką we Frankfurcie)
– po zakończeniu etapu z  Saint-Jean-Pied-de-Port wróciliśmy TER, TGV, Flixbusem i PKP (TER Saint-Jean-Pied-de-Port – Bajonna, TGV Bajonna – Paryż, nocleg w Paryżu, Flixbus Paryż – Saarbrücken, Flixbus nocny Saarbrücken – Berlin, PKP Berlin – Warszawa)

TER to francuskie pociągi podmiejskie. Rowery przewozi się w nich bezpłatnie, w miarę wolnych miejsc. Na naszej trasie tłoku nie było i bez problemu załadowaliśmy się z całym ekwipunkiem. Dużym ułatwieniem był fakt, że wsiadaliśmy i wysiadaliśmy na stacji końcowej, więc nie trzeba się było spieszyć. Bilety kupowaliśmy w kasie na dworcu tuż przed podróżą.

TGV to szybka kolej dalekobieżna. W pociągach można przewozić rowery na dwa sposoby: zapakowany rower (ze zdjętym przednim kołem oraz odkręconymi pedałami i kierownicą) bezpłatnie jako bagaż lub rower w całości za niewielką opłatą. My zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję. Bilety kupiliśmy z dużym wyprzedzeniem przez Internet – https://en.oui.sncf/en/tgv. Są specjalne miejsca przeznaczone do przewozu rowerów, ale trzeba liczyć się z tym, że gdy wsiada się na stacji przelotowej, są one już zajęte przez bagaże osób, które wsiadły wcześniej. Taką sytuację mieliśmy w Bajonnie. Nie mając pomysłu, co zrobić, stanęliśmy spokojnie z rowerami w przejściu przy toalecie. Natychmiast znalazł się konduktor, który w pięć minut doprowadził wszystko do porządku: obejrzał nasze bilety, a następnie grzecznie, ale stanowczo kazał wszystkim pozabierać walizy i zrobić miejsce dla naszych rowerów. Gdy w kolejnym roku wsiadaliśmy w Paryżu na stacji początkowej, wydawało nam się, że żadne niespodzianki nas już nie czekają. Wsiedliśmy jako jedni z pierwszych, umieściliśmy rowery na wolnych miejscach i zadowoleni ulokowaliśmy na naszych zarezerwowanych miejscach obok. Na każdej kolejnej stacji coraz bardziej obstawiano nasze rumaki bagażami, a gdy zabrakło miejsca obok, zaczęto układać je na wierzchu! Całą drogę martwiliśmy się, że się coś uszkodzi, a przed Bajonną musieliśmy jakoś wydobyć nasz dobytek spod tej sterty – nie wysiadaliśmy wszak na stacji końcowej. Tak czy siak, TGV warto się przejechać – prędkość ponad 300 km/h na pasażerach przyzwyczajonych do PKP robi wrażenie…  

Etap V – rowerem z Saint-Jean-Pied-de-Port do Santiago de Compostela
– na początek etapu z Warszawy do Saint-Jean-Pied-de-Port dojechaliśmy Flixbusem, TGV i TER (Flixbus Warszawa- Szczecin, nocleg w Szczecinie, Flixbus Szczecin – Berlin, Flixbus Berlin – Hannower, Flixbus nocny Hannower – Paryż, TGV Paryż Bajonna, TER Bajonna – Saint-Jean-Pied-de-Port)
– po dojechaniu do Santiago wysłaliśmy rowery i znaczną część bagażu pocztą, autobusem ALSA pojechaliśmy do Porto, tam zanocowaliśmy, a następnie wróciliśmy samolotem do Modlina

Dojazd do Saint-Jean-Pied-de-Port wydłużył się z powodu remontu torów. Nie można było dostać się z rowerami bezpośrednio z Warszawy do Berlina, gdyż na pewnym odcinku kursowała autobusowa komunikacja zastępcza, nie przewożąca rowerów. Nie można też było zakupić biletów na rowery na Flixbusa bezpośrednio do Berlina, zdecydowaliśmy się więc na opcję okrężną przez Szczecin. Wprawdzie okazało się, że Flixbus nie ma bagażnika, ale mając bilety mieliśmy pewność, że kierowca nas zabierze.

Correos, czyli poczta hiszpańska wyszła naprzeciw pielgrzymom-rowerzystom. Z Santiago można wysłać rower, a wraz z nim do 4 kg bagażu (w cenie wysłania roweru). Rower jest pakowany przez pracowników poczty w specjalne kartony. Podróż roweru do Polski trwa zwykle do tygodnia. Nasze podróżowały nieco dłużej, ze względu na długi weekend sierpniowy, jaki akurat był w Polsce.

Pozbywszy się rowerów i sakw, spakowaliśmy pozostały dobytek do dwóch worków, z których udało się zrobić na lotnisku całkiem elegancką walizkę-kabinówkę. Drobiazgi mieliśmy w podręcznych plecaczkach, które wcześniej jechały zwinięte i schowane w sakwach.

Wisienką na torcie caminowych doświadczeń w przemieszczaniu się z rowerami była nasza rozpaczliwa ewakuacja z Finisterry. Z powodu wyjątkowo paskudnej pogody zdecydowaliśmy się zmienić wcześniejsze plany udania się rowerami na Muxię. Wzięliśmy na litość panią, która zajechała kursowym autobusem na przystanek w miasteczku Fisterra, a ona z całym dobytkiem (dwa rowery, cztery sakwy, dwa worki, dwie torby na kierownicę) zabrała nas (ociekających obficie wodą) z powrotem do Santiago. I to wszystko bez dopłaty za bagaż, w cenie normalnego biletu. Są na świecie dobrzy ludzie…

Czekamy na pytania w komentarzach 🙂

Planowanie wyprawy do Santiago

Dla nas każda rowerowa wyprawa to potrójna radość: radość z planowania, radość z samej podróży i radość ze wspominania tego, co przeżyliśmy. Dlatego też w długie zimowe wieczory uwielbiamy delektować się przygotowaniami do wakacji. Szperamy w Internecie, zaglądając zarówno na oficjalne strony, jak i czytając blogi i fora.

Zdobywamy przewodniki w wersji papierowej. Wybieramy trasę, jaką chcemy pojechać. Następnie przystępujemy do jej rysowania: ze wstępnym podziałem na dzienne etapy i z uwzględnieniem tego, co chcemy po drodze zobaczyć. Przy pomocy aplikacji Endomondo powstają ślady GPS na poszczególne dni, a Google pomaga wstępnie zorientować się w bazie noclegowej.

Równolegle opracowujemy własny mini-przewodnik: skąd dokąd chcemy przejechać danego dnia, ile odcinek ma kilometrów, jakie miejscowości mamy na trasie i na co warto zwrócić w nich uwagę. Dokładność tych naszych rozpisek wzrastała w miarę nabywania doświadczenia – w Polsce była ona jeszcze bardzo ogólna i mieściła się na kilku kartkach, natomiast w Hiszpanii stanowiła całkiem gruby plik zawierający odległości między poszczególnymi miasteczkami, rozmieszczenie schronisk, barów i sklepów, a nawet profile wysokości! Wielu ludzi jeździ oczywiście bez tak szczegółowych przygotowań i też jest dobrze, ale my lubimy wiedzieć, co nas czeka. Rozpiski bardzo pomagały nam, gdy chcieliśmy skrócić lub wydłużyć dzienny etap, a także pozwalały nie ominąć przypadkowo ciekawych rzeczy, które chcieliśmy zobaczyć.

Powyższe działania stosujemy podczas przygotowań do wszystkich naszych krótszych i dłuższych wypraw. Przed podążaniem do Santiago ważnym wydarzeniem było dodatkowo zaopatrzenie się w tzw. kredencjale, czyli paszporty pielgrzyma oraz muszle, będące znakiem pątników na jakubowych ścieżkach. Zarówno jedne jak i drugie zakupiliśmy u Agnieszki i Michała z Fundacji Idź dalej. Kolejne potrzebne paszporty kupiliśmy w Gorlitz, w Saint Jean Pied-de-Port i na O Cebreiro.

Przydatne strony internetowe:

http://www.caminodesantiago.pl/
http://caminodelavida.pl/
https://www.camino.net.pl/
http://mypielgrzymi.com/
https://www.facebook.com/CaminoPolska/
https://www.jakobsweg.de/
http://www.deutsche-jakobswege.de/
http://www.chemindecompostelle.com/
https://www.chemins-compostelle.com/ 
https://www.via-compostela.com/
http://www.chemin-compostelle.info/
https://www.pilgrim.es/
http://santiago-compostela.net/

Ciekawe blogi i relacje o trasie z Polski do Santiago:

http://lukaszsupergan.com/jak-przejsc-z-polski-do-santiago-de-compostela-podsumowanie/
https://pieszoprzedsiebie.blogspot.com/
https://www.facebook.com/zbigniew.sciubak
https://www.facebook.com/roweremdosantiago

Mapy i przewodniki, z których korzystaliśmy:

Okumenische Pilgerweg Gorlitz – Vacha (Teil 1: Gorlitz – Leipzig). 
Okumenische Pilgerweg Gorlitz – Vacha (Teil 2: Leipzig – Vacha).
Deutschland Frankreich: Jakobsweg Trier – Vezelay.
Frankreich: Jakobsweg Via Lemovicensis.
Jakobs-Radweg: von den Pyreanen nach Santiago de Compostela.
– Szymon Pilarz, Camino de Santiago. Camino Frances: Saint Jean Pied-de-Port – Santiago de Compostela.
– Jan Gać, Szlak Francuski do Santiago de Compostela.
– Zbigniew Iwański, Andrzej Kołaczkowski-Bochenek, Santiago de Compostela. Przewodnik pielgrzyma.

Książki o pielgrzymowaniu do Santiago:

– Włodzimierz Antkowiak, Vamos, peregrino!
– Emilia i Szymon Sokolikowie, Do Santiago. O pielgrzymach, Maurach, pluskwach i czerwonym winie.
– Andrzej Kołaczkowski-Bochenek, Nie idź tam, człowieku!
– Józef Bremer SJ, Santiago de Compostela. Pielgrzymim krokiem.
– Lucyna Szomburg, Droga do Santiago de Compostela.
– Emil Wąsacz, Santiago de Compostela. Dziękczynne pielgrzymowanie.
– Bohdan Gumowski, Camino znaczy droga.
– Piotr Kopacz, Rowerem do Santiago de Compostela.
– Dariusz Lipiński, Po kręgosłupie Europy.
– Marek Kamiński, Trzeci biegun.
– Maria Wiernikowska, Oczy czarne, oczy niebieskie. Z drogi do Santiago de Compostela.
– Hermann Multhaupt, Camino.
– Marcin Kretkiewicz, Droga na koniec świata.
– Agnieszka Jaworska, Camino de Santiago.
– Hanna Maria Stefaniak, Camino de Santiago.

Czekamy na pytania w komentarzach 🙂

Duża brązowa KOT

Sześć lat rowerowej przygody… Spędziliśmy na siodełkach 167 dni, czyli niemal pół roku! Z tego aż 105 dni na wyjazdach kilku- lub wielodniowych. Z tego 56 dni spędziliśmy za granicą: w Niemczech, Danii, Francji i Hiszpanii. Przejechaliśmy tysiące kilometrów – nie chce mi się liczyć, ile dokładnie… Najdłuższy dzień miał 138 km, a najkrótszy 19 km. Do globtroterów nam daleko, ale gdy nasze rowerowanie zostało podsumowane przez PTTK, okazało się, że przyznano nam Kolarskie Odznaki Turystyczne: małą brązową, małą srebrną, małą złotą i dużą brązową! Cieszymy się!!!

Opowieści z rowerowego Camino

Dziękujemy wszystkim, którzy przybyli, by posłuchać opowieści o naszej wspaniałej przygodzie – pielgrzymce rowerami z Warszawy do Santiago de Compostela.

Pomysł, by pojechać rowerami do Santiago zrodził się całkiem spontanicznie w styczniowy wieczór niemal trzy lata temu podczas powrotu z kina po obejrzeniu filmu o pielgrzymowaniu Szlakiem Świętego Jakuba. W ciągu dziesięciu minut mieliśmy gotowy zarys wyprawy, która wydawała się całkiem realna – w przedłużone weekendy przejedziemy przez Polskę, w najbliższe wakacje przez Niemcy, a w kolejne dwa lata przez Francję i Hiszpanię. Można przecież pojechać daleko, nawet gdy nie ma się czasu na jeden długi wyjazd! Teraz pozostało tylko usiąść i zaplanować wszystko dokładniej. A następnie – wyruszyć w drogę.

Na spotkaniu ubarwionym zdjęciami z naszej etapowej, trwającej w sumie 50 dni, wyprawy opowiedziałam najpierw krótko o Camino – drodze do grobu świętego Jakuba, która ma swe korzenie w średniowieczu. Popatrzyliśmy razem na sieć szlaków, jakimi pokryta była Europa w dawnych wiekach, które w ostatnich latach intensywnie się odradzają. Zobaczyliśmy, jak wyglądała wędrówka dawniej, a jak wygląda teraz.

Następnie za pośrednictwem zdjęć zawitaliśmy do ciekawych miast, obejrzyliśmy interesujące zabytki, przyjrzeliśmy się malowniczym regionom. Podążyliśmy przez wspomniane wyżej kraje aż do średniowiecznego „końca świata”, czyli hiszpańskiego przylądka Finisterra. Opowiedziałam przede wszystkim o tym, co dla nas było po drodze najciekawsze i o tym, co stanowiło w tej podróży zaskoczenie. Zachwyciliśmy się między innymi, mam nadzieję wspólnie, pomalowanymi przez słońce wnętrzami gotyckich katedr i zdziwiliśmy, że we Francji nie zawsze można bez problemu kupić bagietkę…

Na koniec podzieliliśmy się podstawowymi informacjami praktycznymi – jak wyglądały przygotowania i organizacja poszczególnych etapów. Co warto wiedzieć, wybierając się na taką trasę i co ze sobą zabrać? Mam nadzieję, że przekonaliście się, że nie trzeba być jakoś specjalnie wytrenowanym ani mieć długiego urlopu czy też worka pieniędzy, by wyruszyć w taką podróż. Może zachęciliśmy kogoś do podobnej przygody? Warto wszak marzyć i swe marzenia realizować!